Prezentujemy zapis rozmowy, przeprowadzonej przez Julię Cydejko z Tomaszem Tomasiakiem w ramach podcastu Polityki Insight i Forum Energii. Odcinek nosi tytuł „Przemysłowa szansa Polski | Czyste Technologie. Materiału można wysłuchać tutaj.
Julia Cydejko, Polityka Insight: – Inwestowanie – jak w każdym sektorze – wiąże się z ryzykiem. Jak opisałbyś to ryzyko w odniesieniu do czystych technologii, które są bardzo zróżnicowane? A mamy tutaj technologie innowacyjne, takie jak np. magazynowanie energii, ale też technologie czy sektory dobrze ugruntowane lub które odziedziczyliśmy po poprzednich dekadach czy nawet poprzednim stuleciu, chociażby transport kolejowy. Wrzuciłbyś je wszystkie do jednego worka, jeśli chodzi o perspektywę inwestora?
Tomasz Tomasiak, ARP TFI: – Zdecydowanie nie. Jeżeli chodzi o kwestie inwestycyjne to należy patrzeć na nie z różnego punktu widzenia. Ostatnio spotkałem się z profesorem Tchorkiem, który rozwija tzw. skalę gotowości technologicznej na Uniwersytecie Warszawskim. To bardzo przydatne narzędzie pokazujące, w jakim miejscu znajduje się dana technologia. Z finansowego punktu widzenia to od niego zależą instrumenty, które należy do konkretnej technologii przyłożyć.
Spotykając się ze studentami czy menedżerami przedsiębiorstw, widzę, że dzisiaj wszyscy szukają pieniędzy w banku, ale trudno mi zrozumieć, dlaczego. Przecież są fundusze inwestycyjne, przecież są fundusze o innym profilu ryzyka, więc pierwszą kwestią wydaje się diagnoza, gdzie jesteśmy z konkretną technologią.
Technologie dojrzałe, ugruntowane na rynku, sprawdzone pod kilkoma parametrami mogą iść z propozycją do banku. Technologie nierozwinięte – w zależności od tego, w jakiej fazie się znajdują – mogą iść do odpowiednio wyspecjalizowanych komórek. We wspomnianym badaniu na UW 50 ekspertów przeanalizowało ok. 39 technologii wodorowych. W takim przypadku mamy już swoisty przegląd tych technologii. I w przypadku, w którym mamy bardzo rozwinięte technologie, możemy śmiało iść do banku, a w przypadku mniej rozwiniętych szukamy pieniędzy czy to w funduszach inwestycyjnych, czy – przy bardzo wczesnym etapie badania – grantów.
W Polskim Zielonym Funduszu zajmujemy się projektami znajdującymi się na styku komercjalizacji i już dojrzałymi, a więc inwestujemy tam, gdzie nasze pieniądze już będą powodowały realną wartość. Inwestujemy tam, gdzie można zwiększyć produkcję albo tam, gdzie już produkcja jest dojrzała. Oczywiście jeśli to możliwe, dokładamy do tego bank.
Amerykanie sobie to pięknie zobrazowali w postaci trzech „dolin śmierci” przy rozwoju technologicznym instalacji. O pierwszej mówimy, gdy produkt jest dopiero w procesie rozwoju – musi zdobyć swoich klientów, przekonać decydentów…
JC: …ale też łańcuch produkcyjny. Przychodzi mi do głowy technologia wychwytu i zatłaczania dwutlenku węgla, bo jeśli mamy spełnić cele wyznaczone na 2030 rok, nie wspominając o neutralności klimatycznej, to ten CCUS będziemy musieli rozwinąć. A w tym przypadku – jak rozumiem – ten pierwszy etap ryzyka technologicznego już występuje?
TT: Tak, w tym zakresie technologie są już dojrzałe, ale jeszcze nieskomercjalizowane. I to właśnie ta pierwsza dolina, nad którą musimy zbudować mosty, w czym upatruję roli państwa w postaci dotacji lub grantów na badania.
Drugą tzw. „doliną śmierci”, na którą trzeba zbudować kolejny most, jest dolina komercjalizacji. To moment, w którym produkt musi zainteresować szerszą grupę odbiorców, ale jeszcze nie jest to etap masowej produkcji. Amerykanie zauważyli tutaj funkcję dla funduszy venture capital i seed capital, czyli będących na wcześniejszym etapie rozwoju danych instrumentów. Tu także widzę rolę dla państwa oraz po części kapitału prywatnego.
W kolejnym etapie te produkty powinny przejść „dolinę śmierci” dotyczącą rentowności inwestycji. To moment, w którym zaczynamy produkować, w którym ta produkcja się zwiększa i musimy poszukać zysków, aby firmę i produkt rozwijać długoterminowo. Tu możliwość zarabiania na danym produkcie jest najważniejsza.
JC: – Wspomniałeś o roli państwa. To jest dla mnie bardzo ciekawe. Jak właściwie rozumiesz mądrą interwencję państwową w zakresie kształtowania polityki przemysłowej, tak, żeby tę branżę pchnąć do przodu? Polska ma bardzo silną bazę przemysłową i z jednej strony możemy na niej budować. Z drugiej strony przemysł, tak samo w Polsce, jak i w całej Unii Europejskiej, boryka się z bardzo istotnymi wyzwaniami w zakresie cen energii, stanu oczekiwań wobec dekarbonizacji. W jaki sposób państwo powinno stymulować perspektywiczne branże na poziomie krajowym i europejskim?
TT: – Zacznijmy od diagnozy. Żeby dobrze stymulować musimy wiedzieć, gdzie jesteśmy – czy to w rozwoju produktu czy danej technologii. Mamy swoje przewagi konkurencyjne, mamy swoje sektory, i tu akurat zgadzam się z tezą, że nie jesteśmy w stanie być wszędzie. Mamy ograniczone zasoby i nie jesteśmy aż tak potężnym krajem, jak chociażby Stany Zjednoczone czy Chiny, więc przy naszych zasobach powinniśmy się skoncentrować na wybranych sektorach.
Widzę dwa istotne elementy. Pierwszy z nich nazywam edukacyjnym – nie tylko stricte inżyniersko – naukowym, ale też menedżerskim. Ważnym jest bowiem, aby nasi decydenci podejmowali świadome, odważne decyzje. Powinni być promowani za to, że działają, a nie za to, że zaniechują działań.
JC: – Czyli zachęcać do ryzyka.
TT: – Zdecydowanie zachęcać do ryzyka. Nie może być tak, że tam, gdzie nie podjęliśmy decyzji mamy spokój i nikt się do nas nie przyczepia, a ci którzy podejmują decyzje muszą liczyć się z konsekwencjami w przyszłości. I to dotyczy zarówno biznesu prywatnego, gdzie ten tzw. styl amerykański już się mocno rozwinął, jak i państwa, którego rola polega na zachęcaniu urzędników do podejmowania decyzji, do działania. Niepodjęcie decyzji też jest ryzykowne, bo nie przyniesie oczekiwanego efektu. Chyba, że jest ono świadome i nie podejmujemy decyzji z jakiegoś konkretnego powodu.
Drugim elementem jest diagnoza i analiza tego, co się dzieje. Jeżeli będziemy mieli świadomość ograniczeń oraz będziemy znali poziom rozwoju technologii, to już wiemy, jak zadziałać. Jeżeli jest na wczesnym etapie, to potrzeba interwencji państwa – czy to będą granty naukowe czy systemy wsparcia. Patrząc na historię technologii fotowoltaicznej interwencja państwa poprzez kontrakty różnicowe spowodowała jej przejście z doliny komercjalizacji do rynkowego produktu.
JC: – Skoro mamy tak dynamiczny obraz miksu technologicznego, to dodałabym elastyczność, jaką daje państwo perspektywicznym technologiom. Mam na myśli wycofywanie się państwa z tych sektorów, w których produkcja i łańcuch wartości są dobrze rozwinięte. Wspomniałeś o technologiach wiatrowych i fotowoltaicznych – myślę, że jest to przykład branż, które osiągnęły już samodzielność, dojrzałość i na tyle wysoki poziom konkurencyjności, że ta działalność może być przesunięta w inne zakątki. O tym mówi raport Forum Energii – mamy działalności spełniające warunki clean techu, gdzie angażowanie dużych środków może mijać się z celem przy ocenie potencjału i możliwości, które jako Polska mamy. Jak tę elastyczność zapewnić w dialogu między inwestorami a państwem? Czy mamy fora konsultacji wewnątrzsektorowych, które na to pozwalają?
Ja bym tutaj poruszył dwie kwestie. Pierwszą z nich jest elastyczności, czyli te dwa elementy, o których wcześniej wspomniałem – wiedza dotycząca momentu, w jakim znajduje się technologia i odwaga podejmowania decyzji. I tu świetny przykład, jeżeli chodzi o fotowoltaikę czy o wiatr, w stosunku do których nie potrzebujemy wsparcia. Obie technologie należałoby zostawić już grze rynkowej w stu procentach.
Rozumiem, że są różne typy inwestorów – część z nich zdecydowanie potrzebuje kontraktów różnicowych wspierających technologię…
JC: … – jak np. morska energetyka wiatrowa.
TT: Zgadza się – bez tych kontraktów nie jest w stanie się dzisiaj rozwijać, a jest potrzebna. W mojej ocenie w ciągu kilku lat i ona pokaże nam, że jest konkurencyjna. Przypominam, że kontrakty różnicowe jako wsparcie państwa dla wiatraków miało być wstrzymane w 2020 roku. W momencie, kiedy będą dojrzałe mieliśmy z tego zrezygnować, jednak stan dekarbonizacji był niezadowalający i Komisja Europejska zdecydowała się utrzymać systemy wsparcia do 2027 roku.
Uważam, że pieniądze państwowe powinny być dźwignią finansową dla pieniędzy prywatnych, ale tam, gdzie są już niepotrzebne, powinniśmy zdecydowanie kończyć z pomocą państwa i oddać technologię grze rynkowej. Powinniśmy skierować pieniądze państwowe tam, gdzie chcielibyśmy się rozwijać. We wszystkich krajach tak to się odbywa.
JC: – Co jako Polska mamy do zaoferowania inwestorom, którzy albo chcieliby wejść na polski rynek albo do sektora czystych technologii albo zwiększyć swoją obecność? Jakie przewagi Polski mogą decydować o tym, że czyste technologie będą się w kolejnych latach rozwijać?
TT: – Po pierwsze mamy przedsiębiorczych Polaków – to, co zrobiliśmy przez ostatnich 30 lat napawa optymizmem. Pokazaliśmy całej Europie, że jesteśmy przedsiębiorczy. Może troszeczkę wiedzy finansowo – menedżerskiej by się przydało, ale jako dodatek, bo już jesteśmy świetnie rozwinięci. Czego nam potrzeba? Stworzenia warunków i przygotowania terenów dla inwestorów, czyli regulacje, świadome decyzje i przygotowanie infrastruktury. Musimy przejść na drugi etap, w którym my potencjalnym inwestorom stwarzamy warunki do inwestowania. Jeżeli ktoś poszukuje miejsca na jakieś przedsięwzięcie – czy to będzie fabryka, czy coś innego – należy przygotować mu tę infrastrukturę lub przynajmniej stworzyć warunki do szybkiego podłączenia się. Nie mówię, że z miesiąca na miesiąc, ale już od pół roku do roku byłoby wskazane. Do tego oczywiście mądre polityki wspierania na jak najwcześniejszym etapie.
Nie powinniśmy się bać, że pieniądze państwowe mogą zostać wykorzystane nieefektywnie w pierwszych fazach inwestycji, czyli gdy mówimy o badaniach. To może być faktycznie ryzykowne dla inwestorów prywatnych, bo tutaj jedna na dziesięć inwestycji wychodzi. Na późniejszych etapach komercjalizacji, gdzie już angażujemy kapitał prywatny wychodzi jedna na pięć. Oczywiście one generują zyski mogące pokryć, a nawet zarobić na inwestycjach, ale musimy być tego świadomi. Nie może być tak, że na tych wczesnych etapach rezygnujemy z inwestycji, bo państwo może stracić. Nauka i wiedza kosztują. I w nie państwo powinno inwestować zdecydowanie.
JC: – A jak to wygląda z waszej perspektywy w Polskim Zielonym Funduszu? Na jakich technologiach skupiacie się w tym momencie i jaki macie outlook inwestycyjny na kolejne lata?
TT: – Nasz fundusz ma profil podwyższonego ryzyka private equity. Szukamy technologii gotowych, które możemy skalować, czyli podejmujemy ryzyko jeszcze przed bankiem. Szukamy dekarbonizacji – czy to będzie cleantech czy gospodarka obiegu zamkniętego – jesteśmy gotowi się temu przyjrzeć i w to zainwestować. Na czym nam najbardziej zależy? Na local contencie – dostrzegamy rodzime przewagi, przede wszystkim przygotowanie kadry inżynierskiej, wykształcenie technologiczno – menedżerskie, które w Polsce jest na wysokim poziomie. Szukamy okazji inwestycyjnych, oczywiście jesteśmy zainteresowani również infrastrukturą, np. hybrydami fotowoltaika + baterie. Ma to swoje elementy innowacyjne, ponieważ obszar bateryjny nie jest jeszcze dobrze rozpoznany. Nie ograniczamy się, preferujemy polskich przedsiębiorców, cały sektor cleantechu jest dla nas interesujący.